lato
Lato w pełni. Na szczęście chwilowo brak tropikalnych upałów. Już nie wiedzieliśmy, jak się przed nimi bronić. Dwa razy dziennie pakowaliśmy do samochodu nasze dzieciątko i jazda nad wodę, pomoczyć przegrzane ciała. Teraz mamy piękne, środkowoeuropejskie lato, a dwa poprzednie dni cudownie lał deszcz.
Odchudzam się od lutego. Ubyło mi 7,7 kg, 10 cm w pasie, 11 w biodrach i 5 w udzie. Z rozmiaru 42 przestawiłam się na 38. A najważniejsze osiągnięcie to to, że nauczyłam się nie podjadać wieczorami. Jem sobie musli z jogurtem około 20 i potem już tylko herbatki. No, musiałam się pochwalić.
Żeby nie było zbyt różowo, znowu dopadła mnie strefa strachów na lachów i choć stany panicznego lęku mam już za sobą, to i tak zamartwiam się mniej czy bardziej urojoną gulką na szyi. Dlaczego ja tak mam? Czasem w tej czasem w innej dziedzinie życia dopada mnie strach. Dopada i trzyma. Ale tym razem się nie dam. Już kiedyś, dawno dawno temu, udało mi się wygrać ze strachami, i to rak raz na zawsze, że w jednej konkretnej dziedzinie nie wróciły. Walczyłam dziesięć lat. Czy i teraz czeka mnie taka długa walka? Kto wie, ze strachem nie walczy się łatwo. Tym bardziej, że właśnie pacyfikuję strach przed jeżdżeniem samochodem. Mam już nawet pewne efekty. Tyle, że to mi się wydaje prostsze niż wojna z hipochondrią. Bo strachy z tego czy innego powodu dotyczące własnego zdrowia chyba już inaczej nie można nazwać. Powiedzmy sobie szczerze, nawet jeśli nie jestem typowym hipochondrykiem, to na pewno mam wiele z takowego. A chciałabym być z tych kobiet, które na wszelkie dolegliwości machają reką, twierdząc, że samo przyszło, to i samo przejdzie. Tak samo, jak mam wizję kobiety - dobrego kierowcy. Na walkę z tym strachem zbierałam się cztery lata. I tak jakoś dwa tygodnie temu, po kłótni z Darasem zawzięłam się i zaczęłam jeździć. Najpierw nad jezioro, w zeszłym tygodniu nawet byłam sama w Trzciance. W tym tygodniu planuję powrót z Poznania i wyjazd do Piły. W przypadku tego strachu lekiem jest jeżdżenie. A co zadziała w przypadku strachu zdrowotnego? Mam pewien pomysł. Napiszę, jeśli zadziała. Dobrze, że więcej strachów nie mam. No, nie licząc banalnego lęku wysokości czy lęku przed pająkami...
Odchudzam się od lutego. Ubyło mi 7,7 kg, 10 cm w pasie, 11 w biodrach i 5 w udzie. Z rozmiaru 42 przestawiłam się na 38. A najważniejsze osiągnięcie to to, że nauczyłam się nie podjadać wieczorami. Jem sobie musli z jogurtem około 20 i potem już tylko herbatki. No, musiałam się pochwalić.
Żeby nie było zbyt różowo, znowu dopadła mnie strefa strachów na lachów i choć stany panicznego lęku mam już za sobą, to i tak zamartwiam się mniej czy bardziej urojoną gulką na szyi. Dlaczego ja tak mam? Czasem w tej czasem w innej dziedzinie życia dopada mnie strach. Dopada i trzyma. Ale tym razem się nie dam. Już kiedyś, dawno dawno temu, udało mi się wygrać ze strachami, i to rak raz na zawsze, że w jednej konkretnej dziedzinie nie wróciły. Walczyłam dziesięć lat. Czy i teraz czeka mnie taka długa walka? Kto wie, ze strachem nie walczy się łatwo. Tym bardziej, że właśnie pacyfikuję strach przed jeżdżeniem samochodem. Mam już nawet pewne efekty. Tyle, że to mi się wydaje prostsze niż wojna z hipochondrią. Bo strachy z tego czy innego powodu dotyczące własnego zdrowia chyba już inaczej nie można nazwać. Powiedzmy sobie szczerze, nawet jeśli nie jestem typowym hipochondrykiem, to na pewno mam wiele z takowego. A chciałabym być z tych kobiet, które na wszelkie dolegliwości machają reką, twierdząc, że samo przyszło, to i samo przejdzie. Tak samo, jak mam wizję kobiety - dobrego kierowcy. Na walkę z tym strachem zbierałam się cztery lata. I tak jakoś dwa tygodnie temu, po kłótni z Darasem zawzięłam się i zaczęłam jeździć. Najpierw nad jezioro, w zeszłym tygodniu nawet byłam sama w Trzciance. W tym tygodniu planuję powrót z Poznania i wyjazd do Piły. W przypadku tego strachu lekiem jest jeżdżenie. A co zadziała w przypadku strachu zdrowotnego? Mam pewien pomysł. Napiszę, jeśli zadziała. Dobrze, że więcej strachów nie mam. No, nie licząc banalnego lęku wysokości czy lęku przed pająkami...
Komentarze
Prześlij komentarz