a jednak
A teraz sobie myślę, że może jednak przedszkole i szkoła... Bo niania odchodzi tak gdzieś na początku roku, a mnie się nie chce pracować wyłącznie nocami i ciągle walczyć z Darasem o zmienność opieki. W końcu będzie w tym przedszkolu raptem pięć godzin, świat się nie zawali. Będą koleżanki, inne zabawy. Ostatecznie tutaj jest zupełnie sama z dorosłymi. Przecież posłanie jej do przedszkola nie oznacza, że nie będzie indywidualistką skłonną do twórczych rozwiązań. Hm, sama nie wiem. Chyba spróbuję może od lutego, jak skończy trzy lata, może od przyszłego września. Niech sama zobaczy, może zasmakuje, a może nie. Bo tak sobie czasem patrzę na nią i widzę dużo nagromadzonej energii, którą można by wspaniale wyładować bawiąc się z innymi. Ostatecznie, kontakt z drugim człowiekiem powinien ubogacać. Tymczasem czekamy na odejście niani i zobaczymy, co się wtedy wydarzy. Póki co jeździmy z nią na zajęcia z umuzykalniania dla takich właśnie maluchów. Na razie jest kurczowo wklejona w tatę (bo póki co jeździ z tatą), więc czekamy aż się odważy na kontakt z dziećmi. W końcu to chyba nastąpi.
W sumie... Ze społeczeństwem i tak będzie sobie musiała radzić, a cechy własne ujawniane w kontaktach interpersonalnych we wczesnej młodości łatwiej jest korygować, albo rozwijać ;)
OdpowiedzUsuńTo prawda, społeczeństwa nie da się uniknąć, więc lepiej je oswoić. Ale czasem, gdy bywam w galerii handlowej w wielkim mieście i widzę spędzające tam czas nastolatki, cieszę, że mieszkam na dzikiej wsi.
OdpowiedzUsuń