diabełek

Dziś będzie notka z rodzaju notek absurdalnych.
Julka nie lubi swojej babci. Ze wszystkich babć i dziadków pozostała jej już tylko jedna babcia, a mimo to Julka jej nie lubi, żeby nie powiedzić nie cierpi. Na hasło babcia wrzeszczy jak opętana. Ostatnio zrobiła scenę na dworcu, gdy razem z tatusiem pojechali odebrać babcię z dworca.
Czym babcia sobie zasłużyła? Kto to wie. Na pewno nie jest babcią zaangażowaną, nie czyta bajeczek, prawie nie kupuje prezentów, a jeśli już to są to nie-wiem-skąd-wyciągnięte zabawki - pluszaki, pamiętające jeszcze lata 70-te lub oderwane od czegoś (widać ślady kleju). Jedyny ładny prezent od babci to książeczka z IKEI, którą Julka bardzo polubiła. Nigdy nie była z małą na spacerze, nie wykazywała takiej woli po prostu. I w sumie nie było to żadnym problemem, bo mieszkaliśmy od niej 100 km. Ale teraz wróciliśmy i mieszkamy od siebie w odległości czterech przystanków autobusowych. Więc teraz uwielbienie ze strony wnuczki byłoby pożądane. Babcia oferuje nawet chęć odprowadzania lub przyprowadzania z przedszkola. Julka na taką propozycję postuluje, że owszem, chętnie pozostanie dłużej w przedszkolu, aż tata wróci z pracy...
Niewygodna sytuacja, jasna sprawa, ale przecież nie będę uczyć dziecka na zasadzie "kochaj babcię, bo to twoja babcia". Przy czym Jula nie jest pod tym względem dzieckiem dysfunkcyjnym, bo lubi wszystkie swoje ciocio - babcie.
Babcia oczywiście zupełnie nie wie, jak się do sprawy zabrać, żeby jakoś te relacje wyglądały. Ale owszem, chętnie przyjmie hołdy na dzień babci. No i w końcu znalazła wytłumaczenie całej sytuacji. Jula jej nie lubi, bo nie jest prowadzana do kościoła, więc nie wyczuwa z jaką anielską istotą ma do czynienia w osobie babci. No bo Julka to taki mały diabełek, babci słowa. Bo babcia o swej anielskości na wysokie mniemanie.
Normalnie żałuję, że ochrzciłam.

Komentarze

Popularne posty