listopad

Leżę sobie w łóżku...
Wstałam rano, zjadłam śniadanie i poczułam, że nie mam siły i po prostu, mając  w pamięci wpis na blogu "od rana do wieczora" o chorujących mamach, wróciłam do łóżka. Nie robię nic. Czytam gazetę, przeczytałam książkę, siedzę w necie. Nie sprzątam, nie gotuję, nie zajmuję się dzieckiem, nie jeżdżę do sklepu, nawet nie robię sobie kawy i herbaty. Och, jak dobrze mi...
Autentycznie wypoczywam. I czuję, że to będzie piękny listopad, nawet jeśli ponury za oknem, zimny i wietrzny. Otwieram się na nowe i z niecierpliwością czekam na każdy kolejny dzień. Październik był trudny i stresujący, trochę przesycony rozczarowaniem. Okazało się, że pewnych relacji nie warto pielęgnować,a pewnych kroków w życiu zawodowym nie podejmować. Cały czas rozmyślam nad zniknięciem z sieci, a przynajmniej z facebook'a, bo taki rodzaj internetowych "przyjaźni" chyba nie jest dla mnie. Minimalizm konsumpcyjny też jest dla mnie coraz bardziej pociągający. Mieć tylko kilka niezbędnych rzeczy, kilka ukochanych książek, kilka dobrych ubrań, a wszystkie środki ponad przeznaczać na przeżycia, nie przedmioty. I na spotkania z ludźmi, bo tego brakuje mi najbardziej. Brakuje mi ludzi, z którymi można by się spotkać przy szklance herbaty i móc gadać, gadać, gadać, jak z Hanią na przykład. Tak, Hania jest szalona i dziwna, ale inspirująca, taka cudownie prawdziwa i szczera. Oby więcej takich Hań :)

Komentarze

Popularne posty