późnonocna notka

Skoro wiele sobie odpuściłam ostatnio, to przyznam się, że także wstawanie o szóstej. Mój ideał legł w gruzach, rzekłabym. Wstawałam jakieś trzy tygodnie, a potem dotarło do mnie, że ideał ideałem, ale pół dnia chodzę śpiąca. Dałam sobie spokój. Teraz wstaję o wpół do dziewiątej wprost na gotowe śniadanie. Jeśli Julka obudzi się dajmy na to o szóstej domagając się mleka, co jej się zdarza raz na ruski rok, ale jednak się zdarza, wstaje tatuś, pędzi do kuchni, podgrzewa mleko, ładuje do butli, a tę do mordki głodomora, gasi światło i śpimy dalej. Teraz za to tatuś i dziecinka już śpią, a ja niestety nie. I wcale mi się nie chce. Pójdę się jeszcze umyć, poczytać, może umyć butlę dla głodomora na rano, żeby nie było, żem taka wyrodna matka. I mnie się zachciewa drugiego dziecka? I tych nieprzespanych nocy? Ojej...

Komentarze

Popularne posty