takie tam myśli
Najpierw z pola frontu, czyli z walki z lękami. Bo znowu mnie dopadają. Obserwuję malutki postęp. Malutki. Ale jednak krok do przodu. Cholera, nawet nie wiecie, ile mnie to kosztuje. Ale, do kurki nędzy, nie chcę być człowiekiem przez małe c. Chcę przed duze. A wiecie, tak sobie kiedyś myślałam, ze nie wyobrażam sobie śmierci. Kiedyś, bo uważałam się niespełniona. Ale teraz dane mi było doświadczyć miłości. I tej do wybranego mężczyzny, zmiennej, rozwijającej się, kosztującej wiele pracy. Cudownej, co tu dużo kryć. Teraz, po ośmiu latach, jesteśmy jak kochankowie, jak mąż i żona, jak najlepsi przyjaciele, towarzysze broni, kumple z akademika robiący konkurs pierdzenia. Rozstanie na kilka godzin to katastrofa. Niezwykła jest też miłość do dziecka, taka bezwarunkowa, taka napełniająca radością, roztkliwieniem i po po prostu szczęściem Potem byłam przerażona, że miałabym to ziemskie szczęście opuścić. Rozstać się z ukochanymi, nie widzieć jak dojrzewają, jak się zmieniają, jak sobie radzą. Nie mówiąc o tym, że nie chciałam tak schodzić z pola walki przed czasem. Tyle, że decyzja, czy to czas czy jeszcze nie, nie do mnie należy. Tej decyzji nie sposób się podporządkować. To mnie paraliżowało. A teraz powoli powoli zaczynam rozumieć, że jest też inny świat, wierzę, że dużo lepszy niż ten, gdzie nie sposób nie być szczęśliwym. Wierzę też, że z tymi, których kochamy nigdy nie rozstajemy się na zawsze i jakiś tam, zupełnie nie znany mi sposób, ciągle jesteśmy razem. A potem tym bardziej razem. Bo przecież, u licha, miłość wszystko zwycięża, także śmierć.
Komentarze
Prześlij komentarz