styczniowe myśli

To ze jest Bóg, wiem na pewno. Nie wiem, jak wiem, skąd ta pewność, ale wiem, że bez Niego każda minuta spędzona na tym świecie nie miałaby sensu. Że zycie tylko po to, zeby być tu i teraz, w lepszych lub gorszych warunkach, w zabieganiu, czasem w chorobie, czasem w nędzy, czasem w braku miłości bez wiary, ze potem jest jakiś ciąg dalszy, jakikolwiek, jakaś nadzieja na odmianę, to bezsens.
A z bezsensu nie mógłby powstać świat. Nie wiem, po co powstał, ale raczej nie po to, żeby swym istnienem zaprzeczyć sensowi swojego bycia.
No dobra, nie wymądrzam się więcej, w końcu żaden ze mnie filozof. Tak po prostu myślę. Nie przekłada się to na cotygodniowe bycie w kościółku czy coś w tym stylu, ale już choćby modlitwa, albo taki czy inny sposób medytacji jest mi bliski.
Poszukuję. Poszukuję swojej duchowości. Na razie jest to wielki poplątanie z pomieszaniem, z każdej duchowości coś, niekoniecznie tylko to, co mi odpowiada, oczywiście, żeby od razu uciąć wszelkie spekulacje na temat miałkości moich poszukiwań. Szukam raczej tego, co stoi gdzieś w pobliżu czegoś, co ma znamiona przynajmniej prawdy. I co nie jest podszyte drugim dnem. Ani hipokryzją. Ani głupotą.
Śmiech mnie z samej siebie ogarnia na ten moment, bo jestem gdzieś między pogaństwem a buddyzmem. No, to głębia dopiero...

Komentarze

Popularne posty