dziwne dziwne

Dziwne myśli miewam. Siedzę sobie na tej mojej do niedawna jeszcze wymarzonej i idyllycznej wsi i rozmyślam o zgrzytach, jakie wydają z siebie skręcające stare tramwaje. Ja w ogóle lubię tramwaje, znacznie bardziej niz autobusy. Suną sobie na tych swoich wytyczonych zelaznych sciezkach, kołyszą na boki i dzwonią na niesfornych przechodniów.
Siedzę w domu, żrę grzecznie przepisany przed doktórkę antybiotyk i przypominam sobie, że w mieście niemal nie chorowałam. Dziwne to. Osiemnaście lat życia spędziłam poza miastem i chorowałam non stop. Potem piętnaście w mieście, niemal bez chorób, a antybiotyków to w ogóle nie trzeba było mi przepisywać. A teraz trzy w idealnie czystym powietrzu i ... ostatnio ciągle chora jestem. Dziwne, dziwne.
Siedzę sobie zatem, okryta kołderką, lapek na kolanach i przypominam sobie stanie na przystankach. Ludzi, których można było obserwować. Ciekawych ludzi, nudnych ludzi, bylejakich, ale jednak... ludzi. Tutaj to sobie co najwyżej ptaszki podpatrywać mogę.
Jedną z moich ulubionych rozrywek miejskich było wychodzenie na nocne spacery i podglądanie, jak to sobie ludzie zyją. W lesie to niemozliwe. Jeszcze by mnie co zjadło. Nie mówiąc o tym, ze ludzi to tu po prostu niemal nie ma.
Może lat w mieście do najprzyjemniejszych nie należy, ale już od połowy sierpnia robi się cudwonie, a jak przychodzą chłody miasto z dnia na dzień robi się coraz atrakcyjniejsze. Kino, teatry, koncerty, spotkania literackie i ludzie, ludzie, wszedzie ludzie. I nie wmawiajcie mi, że bez tych rozrywek i bez ludzi da się szczęśliwie żyć. Zresztą, może się da. Tyle, że ja nie umiem.

Komentarze

Popularne posty