wracam

Miotam się i miotam ostatnio. Sto pomysłów na minutę. Znajomi i krewni (królika) rwą włosy z głowy. O co mi chodzi?
W końcu, po roku różnych prób i myśli podjęliśmy decyzję o sprzedazy domu i powrotu do Poznania. Te trzy lat zycia w lesie traktuję jak rekolekcje, jak zywot pustelnika. Nie załuję. Ta wyprowadzka wiele zmieniła, nie będę o wszystkim pisać, ale nabraliśmy dystansu do naszego zawodu w Poznaniu, do tłumu i anonimowości, które na przeszkadzały. Do hałasu nawet. Do imienin u cioci, na które nie zawsze chce się iść. Do chamstwa, które tutaj też jest, tyle ze pod inną postacią.
Nauczyłam się żyć oszczędnie. Nauczyłam się widzieć to, co ważne. Nauczyłam się nie mieć wymagań.
Więc cieszy mnie wizja 45 metrowego mieszkania, które w każdej chwili mogę zamknąć i pojechać tam, gdzie mam ochotę, nie martwiąc się o pozostawiony samopas dom w lesie, na pastwę okolicznych złodziei.
Naprawdę, nie potrzeba wielkich przestrzeni, aby wychować dziecko, zwłaszcza jedno, ewentualnie dwoje, bo kto wie.
Ale potrzeba inwencji, innych ludzi, trzeba samego siebie czymś zapłodnić, nie tylko widokiem drzew, wypadem do sklepu czy śpiewaniem ptaków.
Więc wracam do mojego miasta. I czuję się wreszcie od ponad roku, kiedy nasza koncepcja życia na wsi krok po kroku zaczęła się walić, szczęśliwa.

Komentarze

Popularne posty