herbata z cytryną
Mój mąż robi najlepszą na świecie herbatę z cytryną. Jest i odpowiednio słodka i kwaśna jednocześnie. Nie jest ani za mocna ani za słaba. Jest idealna. Kiedy ja próbuję zrobić coś podobnego, wychodzi mi ledwie marna imitacja, najczęściej za kwaśna, bo w nieodpowiednim momencie przypominam sobie o szkodliwości cukru. Mój mąż takich problemów nie miewa, więc jego herbata ma w sobie dość słodyczy.
Siedzę sobie zatem przy kompie, uczę się pisać na nowej klawiaturze, z jakąś zbyt małą spacją i popijam ten specjał, powoli się rozgrzewając. Zimno dziś, jak nie wiem co, śnieg pada co chwila, a autobusy i tramwaje jeżdżą według sobie tylko znanego rozkładu. No cóż, taki urok zimy. Ale jadąć na poranną lekcję, słuchałam sobie Trójki, Niedźwiedź grał niezłą muzę, nie było zatem źle. Nie zamarzłam w każdym bądź razie, a nawet, może trochę cudem, ale jednak, dotarłam na miejsce niemal o czasie. Swoją drogą, nieźle się ta zima zaczęła.
Julka miała dziś imieniny i w związku z tym, ze dwa razy pokłóciłyśmy się na noże. Żartuję, oczywiście, nie w związku z tym, ale akurat tego dnia, nasze całkiem nieźle poukładane dziecko znowu wyskoczyło ze swoimi histeriami. Tyle, że ja nie byłam dziś wyrozumiałą mamusią. Niestety. Nie zawsze bywa się super mamą. Nic to, jutro nowy dzień, jutro znowu mamy szansę. Jedno jest w tym pozytywne: nie zamiatamy pod dywan naszych złych emocji, ale rozmawiamy o tym i przepracowywujemy. Przynajmniej to.
Siedzę sobie zatem przy kompie, uczę się pisać na nowej klawiaturze, z jakąś zbyt małą spacją i popijam ten specjał, powoli się rozgrzewając. Zimno dziś, jak nie wiem co, śnieg pada co chwila, a autobusy i tramwaje jeżdżą według sobie tylko znanego rozkładu. No cóż, taki urok zimy. Ale jadąć na poranną lekcję, słuchałam sobie Trójki, Niedźwiedź grał niezłą muzę, nie było zatem źle. Nie zamarzłam w każdym bądź razie, a nawet, może trochę cudem, ale jednak, dotarłam na miejsce niemal o czasie. Swoją drogą, nieźle się ta zima zaczęła.
Julka miała dziś imieniny i w związku z tym, ze dwa razy pokłóciłyśmy się na noże. Żartuję, oczywiście, nie w związku z tym, ale akurat tego dnia, nasze całkiem nieźle poukładane dziecko znowu wyskoczyło ze swoimi histeriami. Tyle, że ja nie byłam dziś wyrozumiałą mamusią. Niestety. Nie zawsze bywa się super mamą. Nic to, jutro nowy dzień, jutro znowu mamy szansę. Jedno jest w tym pozytywne: nie zamiatamy pod dywan naszych złych emocji, ale rozmawiamy o tym i przepracowywujemy. Przynajmniej to.
Komentarze
Prześlij komentarz