szalony poniedziałek

Kto lubi poniedziałki? Ja niekoniecznie, choć kiedy już wstanę i zacznę działać, nie jest źle. Najbardziej lubię, kiedy późnym wieczorem (bo po 21) wracam z ostatnich zajęć do domu. Dziś były fajne te zajęcia. Wszyscy się rozgadali, mimo że robiliśmy w zasadzie nudnawe ćwiczenia leksykalne. No, cóż, ze mną nie można się nudzić, dodam nieskromnie.
Okazało się też dziś, że do kartridża do mojej drukarki atramentu można dolać raptem trzy razy, więc chromolę taki interes. Znowu będę kserować w punkcie ksero. Pani z punktu się ucieszy. Naprawdę wychodzi taniej. I naprawdę ostatni raz w życiu kupiłam drukarkę canona. To drukarka pijawka, inaczej tego się nie da określić. Po prostu żłopie atrament. I przy tej okazji miałam taką myśl, że jednak jesteśmy zakładnikami technologii. Kupuje się najpierw komputer, potem drukarkę, potem neta, potem telefony komórkowe i nagle się okazuje, że nic z tego nie jest na zawsze, bo ciągle jest nowsze, a twoje starsze, niekompatybilne, a to nowsze jakieś cholera nietrwałe.
Zamarzyły mi się czasy pisania przez kalkę.
Dobrze, że mam zwyczajny telefon. Przynajmniej coś przypomina mi o starych prostych nie technicznych czasach.

Komentarze

Popularne posty