2015 to będzie szczęśliwy rok
A co, co sobie będę żałować optymizmu! To będzie szczęśliwy i spokojny rok, wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują. Myślę, że finansowo będzie to całkiem przyzwoity rok. Nieprzypadkowo dostaliśmy już na początku 50 zeta od losu. Już przybyły mi trzy godziny zajęć tygodniowo, być może za chwilę dojdzie kolejna jedna lub dwie (ktoś się szykuje na duński). Uczniów powoli przestawiam na umowy, a nowym podaję nową wyższą stawkę. A Daras właśnie odbył ze swoim pracodawcą rozmowę w sprawie podwyżki. Oczywiście idzie za tym zwiększenie zakresu obowiązków, ale twierdzi, że jeszcze da radę. W związku ze zwiększeniem obowiązków jutro wyjeżdża do Berlina... Na szczęście teraz już tylko jedno popołudnie pracuję za domem i tylko raz wystarczy zaangażować babcię. Od przyszłego roku na żadne wyjazdy już nie dam się namówić. Za bardzo to skomplikowane, potem Daras musi zasuwać z pracy jak na skrzydłach, w razie wyjazdu też kaszana.
Julka za chwilę kończy sześć lat i to jest cudowny wiek w życiu dziecka. Jest taka fajna teraz, że można by ją jeść łyżkami. Wstaje rano, żeby ze mną zjeść śniadanie (a ja na poranne lekcje wstaję koło 6.15), kiedy mamy wolny dzień, idzie za mną rano po pieczywo, a potem idziemy jedząc bułeczkę na spółkę. W niedzielę zrobiła nam śniadanie, kiedy czytam jej wieczorami, daje mi poduszki pod plecy, żeby mi było wygodniej. Właśnie nauczyła się jeździć na rowerze, zaczyna składać wyrazy, liczy chyba do 200 lub więcej. Ma poczucie humory, wyraźnie zarysowaną osobowość, rozwija się w niej empatia, co nie przeszkadza jej stawiać na swoim. Wie, czego chce, ale potrafi ulec sugestiom (przynajmniej do pewnego stopnia). W zerówce zaprzyjaźniła się z Marylką i wpadła w oko Brajanowi (a na moje oko to i Frankowi M.). Oswoiła naszą dziką, niemal autystyczną świnkę i teraz koniecznie chce mieć psa. Mogłabym tak długo, naprawdę. Uwielbiam moją córkę.
A moją drugą połowę? Stuknęło nam właśnie niedawno 11 lat związku. Szmat czasu. Czasem się na siebie wkurzamy, ale co tu dużo kryć, jest moim najlepszym przyjacielem. Który, nota bene, właśnie rzucił palenie (to już ze dwa miesiące) i nieco przytył z powodu nieustannego podjadania. Dziś odkryłam w jego torbie dwie zgrzewki Snikersów...! Ale co tam, niech sobie grubnie, ponoć ma za to tyle energii, że od wiosny zamierza od czasu do czasu przynajmniej jechać do pracy rowerem, więc kilogramy zgubi.
Julka za chwilę kończy sześć lat i to jest cudowny wiek w życiu dziecka. Jest taka fajna teraz, że można by ją jeść łyżkami. Wstaje rano, żeby ze mną zjeść śniadanie (a ja na poranne lekcje wstaję koło 6.15), kiedy mamy wolny dzień, idzie za mną rano po pieczywo, a potem idziemy jedząc bułeczkę na spółkę. W niedzielę zrobiła nam śniadanie, kiedy czytam jej wieczorami, daje mi poduszki pod plecy, żeby mi było wygodniej. Właśnie nauczyła się jeździć na rowerze, zaczyna składać wyrazy, liczy chyba do 200 lub więcej. Ma poczucie humory, wyraźnie zarysowaną osobowość, rozwija się w niej empatia, co nie przeszkadza jej stawiać na swoim. Wie, czego chce, ale potrafi ulec sugestiom (przynajmniej do pewnego stopnia). W zerówce zaprzyjaźniła się z Marylką i wpadła w oko Brajanowi (a na moje oko to i Frankowi M.). Oswoiła naszą dziką, niemal autystyczną świnkę i teraz koniecznie chce mieć psa. Mogłabym tak długo, naprawdę. Uwielbiam moją córkę.
A moją drugą połowę? Stuknęło nam właśnie niedawno 11 lat związku. Szmat czasu. Czasem się na siebie wkurzamy, ale co tu dużo kryć, jest moim najlepszym przyjacielem. Który, nota bene, właśnie rzucił palenie (to już ze dwa miesiące) i nieco przytył z powodu nieustannego podjadania. Dziś odkryłam w jego torbie dwie zgrzewki Snikersów...! Ale co tam, niech sobie grubnie, ponoć ma za to tyle energii, że od wiosny zamierza od czasu do czasu przynajmniej jechać do pracy rowerem, więc kilogramy zgubi.
Komentarze
Prześlij komentarz