garderoba
Wymyśliliśmy sobie garderobę na korytarzu. Kupiliśmy dziś. Na raty. He, to ci dopiero, no nie? Państwo K. robią się prawdziwie mieszczańscy, kupują na raty. Malutkie raty i spłacimy je do grudnia. Oczywiście, zaraz przyszło mi do głowy, że wtedy kupimy sobie coś nowego... No bo i komp się sypie, i telewizor starszawy (nie, nie mam nic do starszawego, tyle, że głos nie jest zbyt dobry) i wieża nowa by się przydała. Nie wspominając o ekspresie do kawy (ma chyba 20 lat), czajniku, w którym można wodę podgrzać do 80 stopni (mówi amatorka zielonej herbaty) i robocie kuchennym, który pomógłby mi w kuchennych szaleństwach. Jest więc na co zbierać.
Oraz na moje wielkie życiowe marzenie: tydzień w Alpach na nartach. I żeby było tak pięknie, jak na pocztówkach. Ach jej, no i Toskania, zapomniałam o Toskanii.
I podłoga, podłogę trzeba zrobić. Szafa do Julki do pokoju i do salonu. Skończyć kuchnię.
Rany boskie...
Oraz na moje wielkie życiowe marzenie: tydzień w Alpach na nartach. I żeby było tak pięknie, jak na pocztówkach. Ach jej, no i Toskania, zapomniałam o Toskanii.
I podłoga, podłogę trzeba zrobić. Szafa do Julki do pokoju i do salonu. Skończyć kuchnię.
Rany boskie...
Komentarze
Prześlij komentarz