humor
Ostatnio łazę w dobrym humorze. Dziwne, nie? Kasy nie starcza, zima ma być ponoć tysiąclecia, dziecięciu piątki chyba idą, bo marudne jak stado much nad ranem, facet zapracowany, a mnie się gęba sama śmieje. Wiem, śmieję się, jak głupi do sera. Z tym, że ser się właśnie skończył. Żółty przynajmniej. Biały zresztą prawie też. Został topiony, ale nie ma koleś powodzenia. Myślę, że już na nim coś wyrasta, względnie coś go czymś porasta, ale nie sprawdzam. Dam symbiozie szansę, może coś z tego wyniknie, w końcu ktoś tak kiedyś odkrył penicylinę. Chyba.
Zjadłabym hamburgera. Z frytkami i jabłkowym ciasteczkiem. Z Maca. Ooo, namawiają mnie znajomi na maca, ale nie McMaca tylko Maca. Że niby, skoro piszę (to ja piszę??), to mi będzie lepiej. No, sprawa godna rozważenia, bo skoro koncern komputerowy mógłby zaradzić pustce w zwojach mózgowych, to może wrato zainwestować.
Dobra, na razie nie ma co inwestować. Ale, jak wiadomo, ten stan rzeczy u nas zawsze ulega poprawie. Prędzej lub później. Mam wrażenie, że tym razem później. I bardzo dobrze. Fajnie jest żyć, nie musząc myśleć o tym, co by się chciało mieć, lub biadając nad tym, czego się nie ma, a co wydaje się nieodzowne do egzystencji.
Los zmusił mnie do ogranieczenia stanu posiadania do minimum, no może nie mini minimum, ale tak, powiedzmy, maksi minimum. Zmusza mój mózg do myślenia. O no, proszę, i to bez maca. Ha, jak miło.
Niemniej, zjadłabym pikantne skrzydełka z tego tam... nie pamiętam.
Zjadłabym hamburgera. Z frytkami i jabłkowym ciasteczkiem. Z Maca. Ooo, namawiają mnie znajomi na maca, ale nie McMaca tylko Maca. Że niby, skoro piszę (to ja piszę??), to mi będzie lepiej. No, sprawa godna rozważenia, bo skoro koncern komputerowy mógłby zaradzić pustce w zwojach mózgowych, to może wrato zainwestować.
Dobra, na razie nie ma co inwestować. Ale, jak wiadomo, ten stan rzeczy u nas zawsze ulega poprawie. Prędzej lub później. Mam wrażenie, że tym razem później. I bardzo dobrze. Fajnie jest żyć, nie musząc myśleć o tym, co by się chciało mieć, lub biadając nad tym, czego się nie ma, a co wydaje się nieodzowne do egzystencji.
Los zmusił mnie do ogranieczenia stanu posiadania do minimum, no może nie mini minimum, ale tak, powiedzmy, maksi minimum. Zmusza mój mózg do myślenia. O no, proszę, i to bez maca. Ha, jak miło.
Niemniej, zjadłabym pikantne skrzydełka z tego tam... nie pamiętam.
Komentarze
Prześlij komentarz